Od lipca przewodnictwo rotacyjne w UE przejmuje Polska. Traktat lizboński znacznie ograniczył kompetencje tzw. prezydencji, przekazując część zadań i prestiżu nowo powołanym reprezentantom Unii: stałemu przewodniczącemu Rady Europejskiej (Herman Van Rompuy) oraz wysokiemu przedstawicielowi UE ds. polityki zagranicznej (Catherine Ashton). Donald Tusk nie będzie przewodniczył unijnym szczytom i firmował walki z kryzysem finansowym, a Radosław Sikorski nie będzie jeździł w zapalne regiony świata, żeby oferować unijne wsparcie. W tej sytuacji kluczowe dla sukcesu wizerunkowego rządu w drugiej połowie roku może się stać zakończenie negocjacji akcesyjnych z Chorwacją. Bo nad tym ciągle formalnie czuwa prezydencja. Więcej: rp.pl