W Polsce w tej chwili rozgrywa się wiele debat na poziomie pewnego czystego PR-u. Nie obawia się pan takiego przekazu władzy: Unii nie chodzi o likwidację Izby, tylko o mieszanie w kotle?
– Przede wszystkim problemem jest brak transparentności w wydawaniu środków. To jest jeden z elementów tego sporu na linii Unia – rząd. Drugi to brak umowy. Nawet nie zostały przeprowadzone do końca negocjacje w sprawie Krajowego Planu Odbudowy. A jeżeli chodzi o budżet wieloletni, nie mamy umowy partnerskiej! Chyba jesteśmy jedynym krajem członkowskim, który wszedł w nową perspektywę bez umowy partnerskiej. Czyli nie ma podstawy do wydawania tych środków.
Co z zaliczką z Funduszu Odbudowy? Czy Polska w ogóle ma szanse jeszcze dostać te prawie 4,7 miliarda euro?
– Jeżeli chodzi o KPO w tym roku, jest to bardzo mało prawdopodobne. To wynika z całego terminarza. Zaliczki już nie mamy, czyli ją straciliśmy. Gorzej, że dzisiaj nie widać żadnego światełka w tunelu, by środki z nowej perspektywy trafiły także na przykład do polskich samorządów. Mało tego, nałożone kary będą ściągane z tych projektów, które już zostały wykonane i które czekają na rozliczenie. Mamy naliczone wielomilionowe kary, w tej chwili to już jest prawie pół miliarda złotych. Koszty tego aroganckiego kursu na zwarcie są ogromne. A będą jeszcze większe.
Więcej: wyborcza.pl